top of page

Kwietniowe nurkowanie w Miltitz

30 kwi
6 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 15 maj

Kwietniowe nurkowanie w Miltitz – spokojne nurkowanie, aż do...

W mrokach Miltitz
W mrokach Miltitz

Niedzielne nurkowanie w zalanej kopalni Miltitz zapowiada się znakomicie. Podróż przebiega bez zakłóceń, a chwilę po 9 rano wszyscy spotykamy się na miejscu. Jest nas sześciu: Piotrek, Witek i ja jako zespół pierwszy oraz Piotr, Michał i Sylwek jako zespół drugi. Wszyscy będziemy robili tę samą trasę. Cała szóstka nurkowała już w Miltitz i cenimy sobie tę miejscówkę. Jesteśmy tutaj drugi raz w tym roku.


Dużo wcześniej, przygotowanie do nurkowania



Miltitz

Do nurkowania staraliśmy się przygotować dosyć solidnie. Na wiele dni przed wyjazdem, na jednym z komunikatorów, mieliśmy założoną grupę do przedyskutowania tego nurkowania. Zaproponowałem powtórzenie trasy, jaką zrobiłem z Tomkiem na początku tego roku. Udostępniłem profil z tego zanurzenia, żeby się na nim wzorować. Opisałem również poprzednie nurkowanie, aby przekazać jak najwięcej informacji kolegom, którzy jeszcze tędy nie płynęli.


Planujemy dwa „skoki” i dopłynięcie wzdłuż stałej poręczówki do betonowej „tamy”. Tam mamy zawrócić i popłynąć tą samą trasą do wyjścia. Mamy zaplanowaną trasę, czas płynięcia, gazy oraz procedury na wypadek sytuacji awaryjnych, w tym utraty któregoś z gazów dekompresyjnych. Ustaliliśmy kolejność nurków w zespołach oraz to, kto będzie poręczował. Ustaliliśmy także, kto poprowadzi omówienie nurkowania przed i po. Poświęciliśmy nieco czasu i zaangażowania, aby dobrze przygotować się do tego nurkowania.


26 kwietnia, pod wodą



Miltitz

Zanurzamy się i na głębokości ok. 6 metrów deponujemy butle z tlenem, które posłużą do dekompresji pod koniec nurkowania. Piotrek prowadzi i zaczyna poręczowanie, odbijamy w prawo, płynę za nim. Nasz prowadzący dowiązuje się do stałych poręczówek dwukrotnie i dwukrotnie nie kładzie ciasteczka od strony, z której przypłynęliśmy. Zauważam to i układam swoje, wyraźnie podpisane.

Płyniemy spokojnie, komunikujemy się latarkami, nic się nie dzieje. Piotrek płynie przede mną, a Witek za mną. Dopływamy do „tamy” i robimy zwrot o 180 stopni. Teraz widzę przed sobą Witka, natomiast nie ma chłopaków z drugiego zespołu. Myślę, że zapewne zawrócili wcześniej i tak też było.


Dopływamy do miejsca, w którym był drugi skok. Widzę nasz kołowrotek i ciasteczko, które położyłem. Płyniemy dalej jeden za drugim, do pierwszego skoku i tu, podobnie, zabieram swoje ciasteczko. Za mną płynie Piotrek, który zwija naszą poręczówkę rozwiniętą ze szpulki. Wszystko przebiega prawidłowo. Ciasteczek z drugiego zespołu nie było, czyli chłopaki są przed nami i się wynurzają.

Na końcu wpisu zamieszczam krótki film, na którym widać naszą poręczówkę, szpulkę i ciasteczko, które zabieram.

I wtedy...


Dzieje się coś, czego się nie spodziewałem


Nagle czuję, jak ktoś na mnie wpada i wyrywa mi automat oddechowy. Kątem oka widzę Witka. Myśli w tempie błyskawicy przebiegają przez głowę: czy Witek utracił cały gaz? Ja mam automat na gumce pod szyją oraz EAN50 w stejdżu, będzie czym oddychać, ale co się dzieje? Chwytam swój lewy automat i zaczynam oddychać gazem dennym. Wszystko dzieje się bardzo szybko, to są sekundy, choć wydaje się, że to trwa i trwa. Biorę kilka wdechów. Witek jest nieco nade mną i… wydarzenia jakby na krótka chwilę zamierają.


Szukam latarką naszej poręczówki i widzę ją. Oddycham, Witek też, przed nami jest poręczówka. Sytuacja wydaje się opanowana, choć serce wali dosyć mocno. Stres daje o sobie znać. Pokazuję ręką znak do wyjścia i zaczynam płynąć, myśląc o tym, że zaraz przełączymy się na EAN50 i nie ma się czego dalej bać. Wtedy następuje kolejne zaskoczenie. Po chwili Witek oddaje mój prawy automat. Patrzę na niego i widzę, że oddycha ze swojego automatu. Jestem nieco zdziwiony, ale widzę znak „OK”. Witek oddycha ze swojego sprzętu, a zatem nie utracił całego gazu. Nie wiem, co się stało, ale w tej chwili nie jest to najważniejsze. Grunt, że sytuacja wróciła do normy.


Spoglądam jeszcze do tyłu, żeby zobaczyć, gdzie jest Piotrek, i widzę go, jak nawija naszą poręczówkę na szpulkę. Później okaże się, że niczego nie zauważył.

Spoglądam na komputer i widzę, że do wynurzenia mamy nieco ponad 20 minut. We trzech kontynuujemy wynurzenie i w dalszej części nurkowania nie dostrzegam nic niepokojącego. W 81. minucie nurkowania jesteśmy na powierzchni. Nikomu nic się nie stało.


Zamieszczam też bardzo szczegółową relację Witka:


„Nurkowanie przebiegało w konfiguracji sidemount. Miałem trzy źródła wyporu: suchy skafander oraz dwa worki, jeden podpięty do lewej butli głównej, który z reguły używam, drugi do prawej butli głównej, traktowany jako awaryjny. Dwie butle główne 11.1l z powietrzem, lewy stage 11.1l z gazem podróżnym i częściowo dekompresyjnym EAN 50, prawy stage 11.1l z powietrzem. Płynęliśmy w zespole 3 osobowym, ja jako ostatni. W drodze powrotnej jako pierwszy. Drogę do momentu punktu odwrotu pokonywałem: do głębokości 20 m EAN50, od głębokości 20 m do 46 m prawy stage z powietrzem. W kierunku początkowym, na głębokości (ok. 27 m), pożyczyłem poręczującemu partnerowi kołowrotek, do zrobienia jump'a, żeby skrócić czas poręczowania, gdyż okazało się, że jego był niesklarowany. W drodze powrotnej, przy dobrej widoczności, poczekałem w tym samym miejscu, żeby przejąć swój kołowrotek. Z racji, że byłem pierwszy, a tempo nie było zawrotne, zacząłem sobie mocniej nawijać końcówkę linki na kołowrotku, żeby nie doszło do niekontrolowanego rozplątania. W trakcie tej czynności poczułem, że wdech z prawego stage'a (powietrze) wykonuję z oporem, zdecydowałem się na zmianę źródła gazu na lewą butlę główną. Przeszedłem na automat z lewej butli głównej i sklarowałem już w sumie pusty prawy stage. Nie spojrzałem, na jakiej jesteśmy głębokości w trakcie zmiany, ale około 27 m. Po zmianie automatów chciałem skorygować pływalność. Przycisk dodawczy lewego (głównego) inflatora zaciął się i pompował niekontrolowanie worek. Unosząc się, wziąłem jednocześnie wdech, zakręciłem zawór lewej butli głównej, złapałem za spłuczkę, upuszczając gaz z worka, z zamiarem zmiany automatu na automat z prawej butli głównej. Biorąc wdech z automatu prawej butli głównej, pobrałem wodę, mocno przedmuchałem automat i przy ponownej próbie znów poczułem wodę. Nastąpił moment paniki, brak powietrza już od jakiegoś czasu, miałem w myślach zakodowane, że na pewno jesteśmy za głęboko, żeby korzystać z EAN 50, jedna butla zakręcona przez wadliwy inflator, druga pusta, a z trzeciej automat podaje wodę. Nie wiedząc, co robić, szybko skierowałem się do partnera Wojtka, będącego w odległości 2–3 m ode mnie. Miał głowę skierowaną ku dołowi, odwiązując ciastko z poręczówki lub coś w tym stylu. Nie czekając, aż mnie zobaczy lub zinterpretuje sygnał „brak gazu”, i wiedząc, że drugi automat ma zawieszony na szyi na gumce, wziąłem automat, który aktualnie używał, żeby wziąć wdech. Po 3–4 oddechach, płynąc nad partnerem, ponownie przedmuchałem swój automat z prawej głównej butli (ten podający chwilę temu wodę). Zadziałał. Będąc już pewien, że mam sprawne źródło powietrza, oddałem automat partnerowi. Porozumieliśmy się sygnałem OK. W moim odczuciu akcja od wyrwania automatu do oddania trwała około 1–2 min. Po uspokojeniu płynęliśmy wzdłuż poręczówki ku wyjściu. W głowie myślałem o tym, żeby jak najszybciej wynurzyć się z wody. Ze stresu nie kontrolowałem głębokości, wiedząc, że jesteśmy co raz płycej (powinienem wtedy był zmienić gaz na EAN50). Około 12 m stwierdziłem, że jeszcze raz sprawdzę, czy przycisk dodawczy inflatora lewej butli głównej zaciął się permanentnie, gdyż nigdy wcześniej nie miałem takiej sytuacji. Niestety okazało się, że tak, co powtórzyło niekontrolowane unoszenie ku górze, postanowiłem więc wypiąć wąż z inflatora, żeby nie pozbywać się możliwości użycia gazu z lewej butli głównej do oddychania, jednocześnie wiedząc, że mam drugi worek awaryjny. Niestety, pomimo kilku prób, bez skutku. Przez to w krótki, niekontrolowany sposób uniosłem się parę metrów, mijając przystanek deco na 9 m i zatrzymując się na około 7.5 m. Unosząc się, poprosiłem kolegę z innego zespołu o pomoc z wężem, lecz nie mógł tego zrobić, odbywając swój przystanek dekompresyjny. Zakręciłem ostatecznie lewą butlę główną, zmieniłem gaz na EAN50 i wróciłem na dół do partnerów z mojego teamu. Po odbyciu przystanku na 9m skierowaliśmy się razem do depozytu z tlenem na 6 m i, płynąc korytarzem na 6 m, odbyliśmy całą dekompresję. Kolejno wynurzyliśmy się. Cała sytuacja mną wstrząsnęła. Mimo 6 lat doświadczenia, w tym 2.5 lat nurkowania technicznego i 1.5 roku w overhead, będąc już w tej kopalni rok wcześniej, nigdy nie miałem sytuacji, w której realnie bałbym się o swoje życie, czując niemoc i brak alternatyw samopomocy. Gdyby odległość od partnera była większa lub poziom widoczności znikomy, uważam, że mogło by to być moje ostatnie nurkowanie.

Warto zwrócić uwagę, jak sytuacja stresowa wpływa na SAC. W trakcie bezstresowego nurkowania w warunkach overhead mój SAC wynosi zazwyczaj 11–14 l/min. Opisane wyżej zdarzenie spowodowało wzrost do aż 20.5 l/min, co koniecznie wezmę pod uwagę przy kolejnym planowaniu nurkowania.”


Po nurkowaniu



Miltitz

Spokojne nurkowanie w pewnym momencie zmieniło się w dramatyczną sytuację pełną emocji. Witek był przerażony, nie miał czym oddychać, ja na chwilę również zostałem bez gazu. Jednak opanowaliśmy sytuację i na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Dwie awarie u Witka, występujące jedna po drugiej, zapewne doprowadziły do przeciążenia poznawczego. Sytuacja stała się złożona a awaria sprzętu wyzwoliła początek paniki, który na szczęście nie rozwinął się na tyle aby doprowadzić do tragedii.


Już na powierzchni, po rozmontowaniu sprzętu, przy grillu odbyło się spokojne omówienie nurkowania. Bez pretensji, bez obwiniania. Ważne jest, aby każdy mógł się swobodnie wypowiedzieć i opisać swoje doświadczenia. Wszyscy, po kolei mieli czas na swoją opowieść.


Podsumowanie


Omówienie sprzyja refleksji i daje możliwość przeanalizowania sytuacji z różnych perspektyw. Razem z kolegami udało się nam wypracować bezpieczeństwo psychologiczne, które pozwala na takie rozmowy bez obawy o atak czy obwinianie. Nie szukaliśmy winy, staraliśmy się zrozumieć, co się wydarzyło. To szczególnie ważne, jeśli chcemy się uczyć i rozwijać.


Ciekawe jest również to, że bezpośredniego zdarzenia nikt z chłopaków nie zauważył. Piotrek zwijał poręczówkę, a drugi zespół był wyżej. Cała sytuacja trwała bardzo krótko. Warto więc zwracać uwagę na partnerów, czasami sekundy mogą decydować o czyimś bezpieczeństwie.


W następnym wpisie postaram się zamieścić refleksje dotyczące tego nurkowania.


Dziękuję Witkowi za jego relację i zgodę na jej opublikowanie.

Dziękuję wszystkim kolegom za cierpliwość w trakcie przygotowań oraz za wspólne nurkowanie.


Odkrywaj głębię. Bezpiecznie. Świadomie. Z pasją


Nagranie zrobione w krytycznym momencie.



Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

© 2035 by Nurkoblog. Powered and secured by Wix 

bottom of page