Molnár János – jaskinia pod miastem
- Wojciech Kopaszewski

- 27 lut
- 4 minut(y) czytania
19 lutego
Pierwsze w tym roku nurkowanie w Molnár János-barlang.
Na miejscu po dopełnieniu formalności i omówieniu planu szykujemy się do nurkowania. Nasz zespół składa się z czterech nurków, są to: Rafał, Piotrek, Witek i ja. Na tym zanurzeniu to ja prowadzę.

Po sprawdzeniu partnerskim i zanurzeniu ruszyłem nieco zbyt szybko przed siebie. Dopiero po chwili upewniłem się, że z kolegami wszystko jest w porządku. To był mój błąd. Najpierw powinienem sprawdzić zespół, a dopiero potem rozpocząć prowadzenie. Błąd został omówiony po nurkowaniu.
Nurkujemy wzdłuż linii A i w punkcie A34 skręcamy na linię C. W punkcie C24 wykonuję krótki skok przy użyciu kołowrotka. Miejsce skoku jest dobrze oznaczone dwiema dużymi strzałkami. Po chwili jesteśmy na kolejnej poręczówce. Mocuję kołowrotek i dodatkowo zakładam na swojej lince ciasteczko. Płyniemy wzdłuż poręczówki. To krótki odcinek i po dopłynięciu do końca wykonujemy zwrot o 180 stopni. W tym korytarzu znajduje się nieco osadu i po chwili widoczność spada, a zatem „łapa” na poręczówkę i spokojnie płynę aż do miejsca, gdzie zamocowałem kołowrotek. Zabieram ciasteczko, zwijam linkę i wracamy na poręczówkę C, aby kontynuować nurkowanie aż do jej końca. Docieramy do końca linii C i zawracamy.
Nurkowanie trwało 69 minut. Dobry nur na rozpływanie.

Tego dnia wykonaliśmy jeszcze jedno nurkowanie w tym samym składzie, ale tym razem prowadził Rafał. Popłynęliśmy linią B do miejsca, w którym łączy się ona z linią A. To okolice punktu A50, przy charakterystycznej skale przypominającej mantę. Dopłynęliśmy do punktu A66 i zawróciliśmy.
20 lutego
Tego dnia planujemy jedno, ale dłuższe nurkowanie. Zabieramy po cztery butle z nitroksem 32 oraz po tlenówce na każdego.
Płyniemy w kolejności: Rafał, Mirek, Piotrek i ja.
Ustalamy parametry powrotu:
ciśnienie zawrotu (reguła 1/3),
TTS 15 minut,
maksymalny czas nurkowania do momentu zawrócenia,
sygnał „do wyjścia” pokazany przez kogokolwiek.
Decyduje to, co nastąpi jako pierwsze.
Po zanurzeniu tlenówki zostają w depozycie. Początek nurkowania jest spokojny. W pierwszej części jaskini spotykamy kolegów z innego zespołu, którzy zmierzają do wyjścia. Zgodnie z zasadami usuwamy się nieco na bok, oni mają pierwszeństwo.
Dopływamy do miejsca, w którym poręczówka B łączy się z poręczówką A. Byliśmy tu wczoraj. Kontynuujemy linią A.

Po pewnym czasie tempo płynięcia staje się dla mnie zbyt szybkie. Przekazuję Piotrkowi znak „wolniej”. Piotr zwalnia, ale Rafał z Mirkiem nie. Jeszcze dwukrotnie pokazuję ten sygnał. Później okazuje się, że nie docierał on do prowadzącego.
Zbyt szybkie płynięcie powoduje niepotrzebne zmęczenie i zwiększone wydzielanie dwutlenku węgla. To może wywoływać uczucie niepokoju i nasilać narkozę gazową, pogarszając zdolność oceny sytuacji. Dlatego zależało mi na spokojniejszym tempie.
Pomimo tego nieco przyspieszam, aby nie tracić kontaktu z Piotrkiem. Piotrek zwalnia, co jakiś czas potwierdzamy swoją obecność sygnałami świetlnymi.
Przepływamy przez miejsce o głębokości 40 m i poruszamy się dalej. Widzę przed sobą Piotrka i światła pozostałych chłopaków, chyba że na chwilę ktoś znika za zakrętem. W pewnym momencie dostrzegam, że koledzy się zatrzymali. Zerkam na strzałkę i widzę na niej odległość wynoszącą 500 m. Chłopaki pokazują znak „do wyjścia”. Też myślałem, żeby już wracać i również pokazuję „do wyjścia”. W ten sposób wszyscy utwierdzają się, że komunikat został prawidłowo zrozumiany. Robimy zwrot i teraz ja prowadzę. Mamy całkiem spory kawałek do przepłynięcia. Płynę w swoim tempie, nieco wolniej, ale dla mnie bez zbędnego wysiłku. W miarę zbliżania się do wyjścia poziom stresu maleje, choć muszę przyznać, że na tym nurkowaniu i tak nie był aż tak wysoki.
Rozpoznaję punkt A50 i charakterystyczną skałę przypominającą mantę — o ile dobrze zapamiętałem numer punktu. Znajome miejsce wyraźnie podnosi komfort psychiczny. Jednocześnie pamiętam, że jesteśmy w jaskini, czyli że nie ma możliwości bezpośredniego wynurzenia, a przed nami jeszcze dekompresja.
Dopływamy do dekobaru i rozpoczynamy dekompresję, około 10 minut oddychania tlenem. Podejmuję swoją butlę tlenową, przypinam ją do uprzęży, zmieniam gaz i obserwuję kolegów, czy również prawidłowo się przełączyli. Wzajemnie się kontrolujemy.
Czas dekompresji wykorzystuję na ćwiczenie pływalności, zawiśnięcia w toni. Nieczęsto zdarza się okazja do takiego treningu z pięcioma butlami.
Łączny czas tego nurkowania: 92 minuty. To było dla mnie nurkowanie wymagająca, ale też przyniosło ono dużo satysfakcji.
21 lutego
W sobotę wykonuję dwa nurkowania z Michałem, Piotrkiem i Sylwkiem. Naszym przewodnikiem jest Janos.
Zwiedzamy boczne korytarze. W obu nurkowaniach zaczynamy tak samo: linia A, następnie linia B, dwa skręty i trudno powiedzieć, gdzie dokładnie jesteśmy. Dla mnie to labirynt. Janos jednak doskonale zna teren. Oczywiście cały czas poruszamy się wzdłuż poręczówek.
Przez chwilę pojawia się myśl: a co, jeśli bym się tu zgubił? Co bym zrobił? Najrozsądniej byłoby jakąkolwiek poręczówką podążać do miejsca oznaczonego stałą strzałką wskazującą kierunek do wyjścia. Myśl ta zwiększa moją czujność i skupienie.
Warto dodać, że miejscami woda jest idealnie przejrzysta, choć widać też ślady wcześniejszych zespołów. Osad w jaskini jest bardzo delikatny i wystarczy nieostrożny ruch płetwą, by drobny „pył” uniósł się w wodzie.
22 lutego - ostatni dzień w Molnár János

Tego dnia płyniemy w tym samym składzie co poprzednio i w tym samym szyku. Prowadzi Janos, następnie Michał, Piotrek, ja i na końcu Sylwek.
Penetrujemy kolejne boczne korytarze. To wciąż labirynt, dlatego poruszamy się wzdłuż stałej poręczówki.
Miejscami jest ciasno, ale koledzy w twinach przechodzą bez problemu. Przewodnik pokazuje nam krewetki, które oglądamy w fioletowym świetle latarki. Zmierzamy do starego wyjścia. W pewnym momencie widzę, jak Piotrek wskazuje coś latarką — kolejna krewetka. Zastanawiam się, jak on ją dostrzegł?
Kończymy nurkowanie wychodząc starym wyjściem, wszyscy są zadowoleni, a nawet szczęśliwi.
Podsumowanie
To był udany wyjazd. Zrobiłem sześć nurkowań.
Pojawiały się błędy, ale były omawiane po każdym nurkowaniu. To ważne, aby spokojnie analizować przebieg nurkowania i nie bać się mówić o własnych potknięciach. Tylko w ten sposób uczy się cały zespół. Wymaga to braku obwiniania i budowania bezpieczeństwa psychologicznego. Staramy się do tego dążyć i w dużej mierze nam się to udaje.
Przypomina mi się też mój początek przygody z nurkowaniem jaskiniowym, gdy z Rafałem jako instruktorem i w towarzystwie Mirka robiłem pierwsze nurkowania kursowe w Molnar Janos. Jaskinia ta znakomicie nadaje się do tego. Ciepła, przejrzysta woda miejsce przeznaczone do ćwiczeń dosyć obszerne i niezbyt daleko od wyjścia. Warunki, w mojej ocenie, idealne na początek przygody jaskiniowej.
Dziękuję Rafałowi (aquamatic.pl), Piotrowi, Mirkowi, Piotrkowi, Witkowi, Michałowi, Sylwestrowi i Tomaszowi za wspólne, udane nurkowania.
Już myślę o kolejnej wizycie w Molnár János. Może jeszcze w tym roku? Może ktoś dołączy? A może ktoś zdecyduje się na kurs jaskiniowy?
Odkrywaj głębię. Bezpiecznie. Świadomie. Z pasją.



Komentarze